Mydlane bezedury cz 1

Kiedyś się mówiło, że papier przyjmie wszystko, teraz, że internet. I niestety, jest to prawda. W internecie (jak i na kartce papieru) można zamieścić największą bzdurę i znajdzie się rzesza ludzi przyjmującą ją za pewnik. A kłamstwo powtarzane odpowiednią ilość razy staje się prawdą. A przynajmniej bardzo dobrze ją udaje.

Ostatnio w necie przeczytałam wiele bzdur na temat mydeł sodowych. Są to takie małe bzdurki albo duże bzdury wypowiadane zarówno przez osoby, które nigdy nie zrobiły mydła rzemieślniczego, jak i tych co twierdzą, że na mydle zęby zjadły. Zwykle omijam takie rzeczy, przymykam na nie oko, robię swoje lub delikatnie staram się prostować, wskazywać rzetelne źródła wiedzy lub zachęcam do eksperymentów. Ale coś we mnie pękło. Pękło, bo ilość herezji i głupot przerosła moje zdolności pojmowania.

Po przydługim wstępie, krótkie NIE dla bezedur: 1. NaON odparowuje z mydła sodowego – nie, bo tam go nie ma i być nie może. NaOH rozpuszcza się w płynie tworząc ług a w połączeniu z tłuszczami tworzy mydła. Nie ma tu już wodorotlenku sodu. Zaszły odpowiednie reakcje chemiczne.


Mydło sodowe, wykonanie i fot. Aga Sidor

2. Mydła można używać na drugi dzień – niby można, ale po co. Nie będzie mieć założonych właściwości, najpewniej będzie wysuszać. Niektóre mydła mogą mieć też jeszcze zbyt wysokie ph aby pozostać obojętne dla skóry (mówię o świeżych mydłach, jednodniowych). Mydło potrzebuje czasu, dojrzewania. To nie tylko odparowywanie wody, ale układanie się soli kwasów tłuszczowych, szlachetnienie, nabieranie zakładanych właściwości.

3. Natura pozwala nam barwić mydła na dowolne kolory – nie. Buraki czy sok z wiśni nie sprawią, że nasze mydło będzie czerwone. Napar z klitori nie zabarwi na niebiesko. Śliwki nie dadzą fioletu. Natura pomaga nam barwić mydła, zarówno sodowe jak i potasowe, ale zawsze weryfikujcie rewelacje z netu, bo fiołkowy kolor na pewno nie pochodzi z fiołka.


Mydło sodowe barwione mikami, w formie. Fot: Aga Sidor

4. Zbyt szybko użyte mydło rękodzielnicze wyżre nam skórę – serio? Nie, te mydła nie są głodomorami czyhającymi na nasze niecierpliwe łapki. Rzeczywiście, ługiem, budyniem mydlanym albo świeżym mydłem (ph zwykle spada do bezpiecznego poziomu w 2-3 dni) zwłaszcza niewłaściwie wykonanym można się poparzyć, wysuszyć, zrobić sobie krzydę. Ale użycie 4 tygodniowego dobrego mydła nie wypali nam dziur w skórze. Co prawda używanie niedojrzałego mydła mija się z celem, bo po to robimy (albo kupujemy) mydła rękodzielnicze, żeby mieć fajny kosmetyk (patrz punkt 2) 5. Robienie mydła to coś łatwego/trudnego – ani to łatwe, ani trudne. Wymaga skupienia, nauki, rozwijania swojej wiedzy. Sam proces produkcji mydła nie jest niczym skomplikowanym. Nauka przyda nam się, aby tworzyć naprawdę fantastyczne wyjątkowe mydła. W razie czego zapraszam na kurs lub konsultacje (informacje znajdziesz w zakładce "Warsztaty i Konsultacje").


Mydło sodowe z masłem kakaowym i olejem rokitnikowym. Wykonanie i fot: Aga Sidor

Po więcej wiedzy odsyłam Was też do: Ukręcone, Mydlane inspiracje, InoZiele, Kochaj i twórz, Ziołowa Wyspa, Chwaściarnia. Pamiętajcie, to nie ilość klików i oglądaczy, emotek i pierdółek świadczy o poziomie wiedzy prezentowanej we wpisie.

125 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie